Nie ma spokoju.

Po protestach tysięcy Haredim, którzy demonstrując przeciwko rekrutacji do wojska sparaliżowali w zeszłym tygodniu Jerozolimę – nie działała komunikacja miejska, zamknięto dworzec, do późnej nocy słychać było masowe modlitwy i przemówienia – można odpocząć w Jafo. W zgentryfikowanym w ostatnich latach przez aszkenazyjską klasę średnią arabskim mieście czarne kapelusze noszą tylko ekscentrycy, a brody jedynie hipsterzy przesiadujący w tutejszych kawiarniach. Tutaj można poszukać ciszy i spokoju, zaszyć się w domu i oglądać izraelskie programy telewizyjne.

Na tapecie mam dwa seriale z misją – jeden w służbie pokoju między Arabami a Żydami, drugi oswajający świeckich Izraelczyków z ultraortodoksyjnymi Żydami, coś jak „The L-World” dla heteryków.

Autoironiczny scenariusz dla serii „Awoda Arawit” (arabska praca) – w wolnym tłumaczeniu „czarna robota”, albo “prowizorka”, pisze Sajed Kaszua, znany między innymi jako dyżurny Arab syjonistycznej lewicy. Jego felietony w weekendowym wydaniu Haarec zapewniają świeckim Aszkenazyjczykom porcję arabskiej perspektywy na izraelską rzeczywistość w schludnej formie. Teraz, za pośrednictwem telewizji, Kaszua dociera też do szerszych mas niż przeintelektualizowani lewacy i przekazuje swoje zmagania z asymilacją do aszkenazyjskiej klasy średniej w bardziej rozrywkowej formie. Można dzięki temu pośmiać się z arabskiego konserwatyzmu i zamiłowania do kiczu bez wyrzutów sumienia, bo w końcu współautorem programu jest Palestyńczyk, i poczuć się autentycznie dumnym z żydowskiej zaradności i wspaniałości z tego samego powodu.

W jednym z odcinków serialu na przykład młoda para żydowskich Izraelczyków na dorobku wprowadza się do wynajętego na arabskich przedmieściach Jerozolimy mieszkania. Główną zaletą uzyskanej po znajomości miejscówki w cichej okolicy jest absurdalnie niska cena –trzykrotnie mniejsza niż ta, którą płaci się za o połowę mniejsze lokum o podobnym standardzie po drugiej stronie Zielonej Linii, gdzie za sąsiadów ma się Żydów. Zachwycony lokator udaje się oddać honory właścicielowi mieszkania (bo wiadomo, że z Arabami nie załatwia się nic od tak), ale przy rytualnej czarnej kawie dowiaduje się, że w okolicy nie ma wifi ani telefonu – żadna z izraelskich firm dostarczających usługi od lat nie chce podłączyć domów do sieci. Zafrasowany, kieruje się do biura jednej z korporacji i od ręki załatwia sprawę. Młody Żyd przy okazji załatwienia własnego interesu staje się zbawicielem okolicy, której przynosi kaganek oświaty – dzięki jego interwencji całe sąsiedztwo zostaje podłączone do internetu.

Oświecenie przynosi też świecka kultura ultraordoksom. Ogólnie, jak wiadomo, świat Haredi to więzienie, które separuje od cywilizacji, uniemożliwia spontaniczne kontakty między ludźmi i zmusza do wykonywnia mało intratnych prac. Zdarzają się jednak odważni, którzy ten mur przełamują. Oto porządna babcia, seniorka rodu i wdowa po zacnym uczonym w Torze, po przeprowadzce do domu starców odkrywa telewizję. Ku przerażeniu krewnych, intrygi w „Modzie na sukces” wciągają ją do tego stopnia, że okazują się bezkonkurencyjne wobec odbywających się w tym samym czasie wykładów wybitnego rabina. Być może w kolejnych odcinkach babcia zacznie oglądać też „Arabską robotę” i jeśli tylko rozśmieszą ją perypetie palestyńskiego dziennikarza izraelskiej gazety i jego aszkenazyjskich znajomych, dokona się na ekranie błyskawiczny awans społeczny.

Nie wiadomo, czy postać babci śmieszy samych Haredi, ani co w ogóle myślą o serialu „Sztisl”, bo telewizji przecież nie oglądają – chyba, że jakaś babcia rebeliantka im opowiada. Nie wiadomo też, na ile serial Kaszuy jest zabawny dla samych Arabów izraelskich, styl autora scenariusza jest bowiem w dużym stopniu produktem aszkenazyjskiej kultury – on sam jest absolwentem elitarnego jerozolimskiego liceum i tutejszego uniwersytetu.

Co jest bardziej groteskowe: udawani chasydzi z filmowym podkładem na twarzach, kręceni z ukrytej kamery na ulicach Mea Szarim czy żydowski zbawiciel w arabskiej dzielnicy, nie wiem. Grunt, że obie produkcje dostarczają mi rozrywki. W komfortowym oglądaniu przeszkadza tylko hałas – arabscy robotnicy przesypują gruz przy okazji remontu kolejnego w okolicy domu dla porządnej aszkenazyjskiej rodziny. Nigdzie nie ma spokoju!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s