Na Wschodzie bez Zmian.

 

W pół drogi do Edukacyjnej Księgarni na Salah Eddin – jednego z niewielu otwartych w sobotę w Jerozolimie miejsc, gdzie można popracować i wypić kawę, zatrzymał mnie dzisiaj Głos Rozsądku. „Kiedy w Gazie jest akcja Izraelskich Sił Zbrojnych, nie chodzi się do wschodniej Jerozolimy” – zastrzegł. „Niby dlaczego?” – dociekałam, bo właśnie wtedy moim zdaniem należy tam chodzić – żeby nie nakręcać strachu, żeby zobaczyć jakie nastroje, żeby może pogadać z ludźmi. „Po prostu się nie chodzi, bo nie wiadomo co może cię tam spotkać” – dostałam na odczepnego odpowiedź. Dobra, na piechotę z wózkiem to i tak daleko, więc niech będzie, że dzisiaj tam nie pójdę – jednak pokornieję, trochę bez sensu. Bliżej do kawiarni lokalnego ASP – chociaż tam drożej i inna atmosfera, nie bardzo do pracy. A więc – fejsbuk i wiadomości.

Lokalna sytuacja – bez zmian. Hamas nadal nie wpuszcza cywili do swoich tunelów, a Izraelskie Siły Zbrojne kolejny raz ogłaszają, że zamordowanie pociskami lotniczymi przypadkowych dzieci na plaży w Gazie było wypadkiem przy atakowaniu celu terrorystycznego. Zapewne jakiś solidnie uzborojny krab miał naradę z meduzą na temat kolejnego ataku, dzięki czemu europejska opinia publiczna może nakręcać swoje poparcie dla Palestyny.

Nie minął dzień, a już dostałam konkurencyjne do poprzedniego, wzywającego do potępiania izraelskiej inwazji na Gazę, zaproszenie. Tym razem chodzi o pokazanie solidarności z Izraelem – a ileż różnych rzeczy mieści się według organizatorów demonstracji pod tym hasłem. Przede wszystkim, kontrowanie poparcia dla solidarności z cywilami w Gazie (dlaczego?), zgodę na to, że Żydzi mają prawo do samostanowienia i własnego państwa w bezpiecznych granicach (zgoda, ale czy to tak prosto się przekłada na popieranie polityki Netanjahu?), potem sprzeciw wobec dehumanizowaniu Żydów, także protest przeciwko antysemickim atakom w Europie i przekłamaniom w mediach (słusznie, ale do tego nie trzeba być solidarnym z Izraelem, nawet jeśli antysemityzm europejski nakręca się nienawiścią do Izraela), wreszcie po prostu to, że się lubi Izrael. Lubić to można placek ze śliwkami – poczuczała nas w liceum polonistka, kiedy lakonicznie odpowiadaliśmy na pytania o nasze wrażenia po przeczytanych lekturach, przypominam sobie. A jednak jest w tym argumencie jakaś prostota i szczerość, która powoduje że najłatwiej mi sie z nim właśnie zidentyfikować.

Na fejsbuku też inne rzeczy. Zwraca uwagę jedna z osób, że ja przynajmniej mogę wyjechać stąd gdzie jestem, a Palestyńczycy tego luksusu nie mają. Tak, to prawda. Nic więcej nie mogę do tego dodać.

Inna osoba zauważa, że w Gazie nawet jak ludzie wiedzą, że trzeba uciekać z domu, który ma być zmombardowany, to nie mają gdzie, bo tłoczy się tam 2 miliony ludzi na terenie wielkości Żoliborza. Znowu – wiem to, i mam nadzieję, że wy też wiecie, więc o tym nie piszę. Nigdy tam jednak nie byłam i bałabym się jechać. Dlatego też nie piszę o tym, jak to jest żyć w Gazie będąc Palestyńczykiem, tylko jak to jest być polsko-żydowską mieszanką w zachodniej Jerozolimie, co tutaj mówią ludzie na ulicach, co można przeczytać w gazetach, co publikują na swoich fejsbukach.

A publikują na przykład ‘selfies’ ze schronów albo takie ankiety, co zrobić z rowerem kiedy słyszysz syrenę oznamiającą alarm przeciwrakietowy: porzucarz rower na ulicy i pędzisz do schronu, ryzukując, że ktoś go zwinie w międzyczasie; tracisz cenne 40 sekund na przypięcie roweru i zdążasz lub nie do schronu; robisz hucpę i włazisz do schronu z rowerem, dzięki czemu nikt więcej się już tam nie mieści.

A potem wracają do pracy. I odbierają dzieci z przedszkola, gotują obiad i pod żelazną kopułą dobrej miny chowają strach, że za kolejne dwa lata już rakiety Hamasu ich dosięgną. I gdzie wtedy wyjadą – do Francji, żeby słyszeć „Śmierć Żydom”?

Z fejsbuka można było się też dowiedzieć, że to co pisałam ostatnio nie jest w ramach prawicowej reakcji (hmmm), oraz że jestem starą wyjadaczką anarchistką (przy moim zamiłowaniu do porządku?). Pozdrowienia dla wszystkich osób czytających, a szczególnie dla Andrzeja P.

Na koniec dobre wieści – jest szansa na rozwiązanie sytuacji na Bliskim Wschodzie: http://www.theonion.com/articles/everyone-in-middle-east-given-own-country-in-31700,36484/?utm_source=Facebook&utm_medium=SocialMarketing&utm_campaign=LinkPreview:1:Default

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s