Wojna jest, ofiary muszą być.

Słyszałam to często jako dziecko, kiedy rozbijałam kolana ucząc się jeździć na rowerze, albo kiedy wypadały mi mleczaki i trzeba było pogodzić się ze stratą. Rozbite kolana goiły się szybko, a zęby przechowywałam w drewnianej szkatułce na skarby, aż mi obrzydły.

Tymczasem jednak wojna prawdziwa trwa, a pytanie o to, czy muszą być ofiary, brzmi coraz rozpaczliwiej. Odczucia po śmierci 130 palestyńskich ofiar, które zginęły bo izraelska armia, nie przebierając w środkach, szukała jednego zaginionego żołnierza, wyrazić może chyba tylko słynny obraz Muncha. Czy to Stalin powiedział, że śmierć jednego człowieka to tragedia, a śmierć milionów statystyka?

Ucieczkowo wczytuję się od rana w historię adwokata Ruthenberga, siedząc w jasnym pokoiku w archiwum w Jad Waszem. Ruthenberg, przed wojną członek Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego, po 1939 roku zaczął wykorzystywać swoją pozycję zawodową i pieniądze do ratowania Żydów. Pomagał swoim kolegom po fachu – miedzy innymi bratu słynnego logika Tarskiego (słynnego jednak chyba nie w Polsce) Wacławowi, ale też przypadkowym dzieciom, którym znajdował kryjówki. W opasłej teczce Rutheberga każda kartka ekscytuje znanym nazwiskiem. Sendlerowa, Kossak-Szczucka, Datner, Winawer…ciężko się oderwać. Wciągające przygody Ruthenberga, który sam ukrywał się działając w konspiracji od początku wojny, kończą się w 43 roku, kiedy aresztowało gestapo i straciło za pomaganie Żydom i odmowę współpracy.

Inny Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, arabski lekarz Mohamed Helmy z Berlina, który sam cierpiał z powodu swojego niearyjskiego pochodzenia za czasów hitlerowskich – nie mógł na przykład wykonywać zawodu urologa – organizował kryjówki dla żydowskiej znajomej Anny Boros i leczył potajemnie członków jej rodziny. Po wojnie nigdy nie interesował się publicznym uznaniem, ale do jego postaci dotarli historycy związani z jerozolimskim instytutem. W zeszłym roku żyjąca w Egipcie rodzina pośmiertnie odznaczonego za narażanie życia Helmego odmówiła przyjęcia honorowego tytułu z Jad Waszem z powodów politycznych, ale otwarcie i ze skromnością opowiedziała jego historię mediom.

Inną historię arabskiego medyka usłyszałam parę dni temu w Tel Awiwie. W jednym z izraelskich szpitali, opowiadał mi pracujący tam lekarz, jeden z chirurgów jest Arabem. Kilka dni temu do szpitala przywieziono rannego izraelskiego żołnierza z Gazy, którego operował arabski chirurg razem z żydowskim. Uratowali mu życie. Arabski chirurg dostał tego samego dnia esemesa od kolegi z pracy, że najwyższy czas, żeby rozważył zmianę miejsca zatrudnienia, i że podobno w szpitalu w Gazie nawet mówią po arabsku. I co ty na to, Munchu?

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s